Dzisiejszy dzień powoli się kończył. Szłam sobie parkiem kiedy nagle Julie mnie zawołała:
- Hello Anna! - krzyknęła
- No witam - odpowiedziałam
- Co u Ciebie? - zapytała
- I'm fine, thanks and you? - uśmiechnęłam się :)
- Hahaha, daj mi spokój z angielskim - powiedziała - Już wystarczająco dużo na studiach go mam :/
Tak, typowa Julie.. Zawsze była leniwa, lubiła tylko polski. Też była Directionerką, też marzyła o spotkaniu swoich idoli. Codziennie mówiła, że to nigdy się nie spełni.
Nazajutrz przeczytałam w gazecie, że 1D będą w Londynie 22.07.2014, dzisiaj był 14.07.2014. 'Muszę iść na koncert! Przecież 22/07 powstało 1D' myślałam. Moim ulubionym członkiem był Louis. Kocham go, bo jest dobry. Pokazuje, że zawsze trzeba wierzyć w marzenia. Trzeba być sobą. Jest zabawny. Ma największe serce na świecie. Zawsze potrafi mnie rozśmieszyć. Kocha swoje fanki, jak inni chłopcy oczywiście. Pomaga nawet kiedy on cierpi. Dziękuję mu za to, że zmienił moje życie. Kiczowaty tekst, ale prawdziwy. Szybko zadzwoniłam do Julie żeby podzielić się wieścią.
- To co? - zapytałam - Idziemy?
- PEWNIE! - krzyknęła
Kilka godzin później poszłam do sklepu żeby kupić bilety, byłam podekscytowana. Miałam już bilety. Skakałam, krzyczałam. Były drogie, ale co tam!
Wreszcie nadszedł ten dzień. Dzień koncertu. Włożyłam na siebie takie rzeczy:
A Julie takie:
Byłyśmy takie szczęśliwe. Wybiła 19:00
Na scenę wbiegł Louis. Serce zaczęło mi szybciej bić.
- London, are you ready?! - krzyknął
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz